Rozmowa o fotografii, kawie i Szwecji

fot. Marta Streng

Kiedy przez przypadek zobaczyłam zdjęcia Marty, oglądanie wciągnęło mnie na dobre dwie godziny. Lubię szwedzkie klimaty, a zdjęcia były bardzo skandynawskie: tajemnicze, surowe, trochę jakby się czas na nich zatrzymał albo wyznaczany był przez rytm natury. Postacie na nich były wtopione w przyrodę. Marta fotografuje jakby miała Szwecję w sobie, chociaż w Sztokholmie mieszka dopiero od 2 lat.
Napisałam do niej i zaczęłyśmy rozmawiać. Chciałam się dowiedzieć jak to się stało, że Polka znalazła się w Szwecji i robi tam zdjęcia.

wyglądało tak, jak gdyby las iglasty miał moc przykuwania zimy do siebie. Wszędzie już ziemia uwolniła się od śniegu, ale pod olbrzymimi choinami leżał on jeszcze grubą warstwą, tajał i zamarzał …(Selma Lagerlof)

Marta okazała się bardzo otwarta i miła. Jest odważna i nie boi się podejmowania trudnych decyzji. Wie, że tylko w taki sposób będzie mogła zrealizować swoje marzenia, same się za nią nie zrealizują. Przeczytajcie kim jest Marta.

Od kiedy fotografujesz i jak to się stało, że mieszkasz w Szwecji?

Mam wrażenie, że fotografuję od zawsze. Trochę dzięki tacie, bo odkąd pamiętam z ogromną pasją uwieczniał wszystkie najważniejsze chwile w naszym życiu. Przez to już od dziecka wydawałam majątek na klisze, jednak dopiero w liceum, zaczęłam tworzyć przed obiektywem. Potrzebowałam ujścia dla wszystkiego co miałam w głowie. Dużo w tym czasie również pisałam, mimo to bywały rzeczy, które wymagały zobrazowania i większej metafory, na co pozwalała fotografia.
Obecnie zdjęcia są ważną częścią mojego życia. Gdziekolwiek jestem, fotografia jest ze mną. Jest sposobem na pokazanie codzienności oraz tego co kotłuje mi się w głowie. Ciężko byłoby mi już bez niej żyć.
Pochodzę ze Starogardu Gdańskiego, zaraz po liceum przeprowadziłam się do Trójmiasta. Przygotowywałam się na studia psychologiczne. W ostatniej chwili zmieniłam zdanie i poszłam za głosem serca… do szkoły fotograficznej. Ukończyłam Sopocką Szkołę Fotografii WFH. Nie planowałam opuszczać kraju. Bardzo dobrze wiodło mi się pod względem zawodowym, otworzyłam w Polsce nawet swoją agencję fotograficzną. Jednak krótko po tym, postanowiłam ją zamknąć i po prostu wyjechać. Czułam nieodpartą potrzebę zmiany otoczenia. Wyjechałam trochę z miłości do Szwecji, trochę ze zmęczenia Polską i tym jak pluje w twarz młodym, kreatywnym i samodzielnym ludziom.

reeMOO_0983 copy
fot. Marta Streng

Nie bałaś się aż tak radykalnej zmiany?

Od zawsze Szwecja gdzieś we mnie siedziała, ta jej surowość, cudowny design, pielęgnowana od dzieciństwa miłość do łosi (notabene ciężko wytłumaczalna) oraz uwielbienie dla Dzieci z Bullerbyn. Zawsze im zazdrościłam tego radosnego życia pełnego przygód. Im bardziej zagłębiam się w życie Szwedów, tym wyraźniej widzę, że ta książka ma w sobie wiele prawdy.
Jednak Szwecja nie przywitała mnie z otwartymi ramionami, długo walczyłam, żeby tu w ogóle zostać. Po roku walki, udało mi się powrócić do mojej drugiej, nieco skrytej miłości, jestem baristą w jednej z największych kawiarni w Sztokholmie. Mimo iż fotografia raczkuje, to zaczynam być powoli zauważana i dostaję coraz ciekawsze zlecenia. Chociaż w Szwecji póki co fotografuję nieco mniej niż w Polsce, trochę pochłonięta codziennością, liczę na to, że odnajdę tu siebie również w fotografii, odnajdę ludzi, z którymi tworzenie znów będzie nieprzerwaną pasją. Jestem tu nowa, a takie rzeczy wymagają czasu, żeby dać się poznać. Mimo to, robię to co lubię i jestem szczęśliwa.

Co Cię najbardziej zaskoczyło, zdziwiło w Szwecji?

Ciężko teraz wymieniać, po dwóch latach tu spędzonych człowiek przywykł do wielu rzeczy tak bardzo, że pierwsze zaskoczenia poszły w niepamięć. Mogę powiedzieć jednak, że pozytywnie zaskoczyło mnie przemyślane zagospodarowanie przestrzeni publicznej. To, że od pierwszych godzin tu czułam się jak u siebie, ani trochę nieswojo, ani trochę jakbym była w kompletnie nowym miejscu. Każdy ma tutaj prawo czuć się człowiekiem i mieć zaspokojone podstawowe potrzeby. Miła odmiana w stosunku do naszego kraju.
Negatywnie zaskoczyła mnie ekstremalna poprawność polityczna oraz naiwne podejście do ludzi. Szwedzi za bardzo ufają w dobre intencje drugiej osoby. Jest to miłe, ale również niebezpieczne.
Poza tym urok każdego kraju, w tym również i Szwecji, znika przy zderzeniu z urzędową papierologią. Nie da się tego uniknąć, zwłaszcza na początku. Żeby móc pozostać w tym kraju potrzebny jest tzw. personnummer (odpowiednik naszego peselu). Bez tego ani rusz. Jeszcze kilka lat temu wystarczyło najzwyczajniej pójść do urzędu skarbowego i zadeklarować chęć życia tutaj. Obecnie, przy napływie tak ogromnej liczby emigrantów, nie jest to już takie proste. Mamy błędne koło: przy rozmowach o pracę pojawia się pytanie o personnummer, a ten numer można dostać tylko wtedy, gdy ma się umowę o pracę. Jedyne co pozostaje w takiej sytuacji, to mieć szczęście i znaleźć pracodawcę, który zechce zapewnić miejsce pracy jeszcze przed otrzymaniem PN.
W praktyce oznaczało to dla mnie miesiące biegania z CV w ręku od drzwi do drzwi i próby znalezienia czegokolwiek, zanim skończą się oszczędności. Bardzo przyziemne, acz dodające wytrwałości doświadczenie. Człowiek zdany jest tylko na siebie w kraju, do którego przyjechał niemal jak stoi, w którym nie zna żadnego człowieka, żadnego kąta ani języka.
Mimo biurokracji, szwedzka mentalność pozwala na ogromną swobodę życia. Nawet jeśli to tylko takie moje wrażenie, to bardzo dobrze na mnie wpływa.

Jak spędzasz czas wolny?

W ostatnim czasie niezwykle pokochałam spędzanie weekendu poza domem, włócząc się z aparatem po rezerwacie, śpiąc w namiocie, budząc się razem z letnim słońcem i cieszyć widokiem porannej mgły, oddychać świeżym powietrzem i pobyć ze swoim narzeczonym tylko sam na sam. To niesamowicie uzdrawia duszę. Przyroda jest niezwykle istotna w moim życiu. W Szwecji każda pora roku jest specyficzna i bardzo wyraźna. Kiedy tu przyjechałam, byłam zakochana w zimie. Choć Sztokholm, ze względu na położenie, nie jest tak bardzo śnieżny jak północ kraju, to jak już spadnie tu śnieg, miasto zamienia się w cudowną, bajkową krainę. Im dłużej tu mieszkam i poznaję wyjątkowość każdej pory roku, to zaczynam kochać każdą z nich za coś innego: zimę za cudowny klimat, jazdę na łyżwach po jeziorze, świąteczną aurę, ogólnie odczuwalne ciepło wewnętrzne mimo niskich temperatur, wiosnę za to, że zaczyna dawać więcej światła, wszystko budzi się do życia, pachnie baziami; lato za niesamowite gorąco, pływanie po dzikich jeziorach, noce spędzone w lesie, długie wędrówki; w końcu jesień, bo nigdzie nie ma bardziej rudej, wesołej i jesiennej aury jak tu, gdzie pachnie dynią, ciepłą, zimową herbatą z pomarańczą i goździkami, a nogi niecierpliwie przebierają w oczekiwaniu na zimę. Jestem zakochana w tym kraju przez cały rok. Bez wyjątku.

reMOO_7294 copy
fot. Marta Streng

 Jakie masz plany na przyszłość?

Spoglądając na moje ostatnie lata przestałam już długoterminowo planować, zbyt wiele mnie w życiu zaskoczyło. Żyję po prostu dniem dzisiejszym.

Chcę się dalej rozwijać jako barista, w końcu jestem w najodpowiedniejszym do tego miejscu[1]. W niedalekiej przyszłości myślę również o otwarciu swojej własnej firmy fotograficznej. Może pojawią się możliwości robienia coraz bardziej artystycznych projektów, tego najbardziej mi brakuje. Przyszły rok będzie dla mnie szczególny, ponieważ w maju zmieniam stan cywilny. Planuję również wydać książkę wypełnioną moim słowem pisanym oraz fotografiami, zatem na pewno na nudę nie mogę narzekać.

Wiesz… właśnie zanotowałam, że w przeciągu tej naszej krótkiej wymiany zdań kilka razy padło słowo ‚miłość’. Szwecja ma w sobie wiele fascynacji, które rosną wprost proporcjonalnie do czasu w niej spędzonego. Wierzę, że cokolwiek się będzie działo, będę pracować nad szczęściem swoim i najbliższych robiąc to co sprawia mi radość.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Więcej zdjęć Marty możecie znaleźć tu: Marta Streng

 

[1] Szwecja jest jednym z krajów, w którym spożywa się najwięcej kawy na świecie.

 

 

  • http://deeoemi.blogspot.com/ Domi

    Fajnie dowiedzieć się czegoś nowego o swojej foto-idolce 😉